Niespodziewanie nachodzi Cię chwila na którą czekałaś: Siedzisz z nim w jednym pokoju kolejną godzinę, trzeźwiejesz i myślisz:
"Jak ja mogłam z nim być?!"
Po minucie usprawiedliwiasz siebie, jego i jego zachowanie: "Przecież jak był ze mną był zupełnie inny, lepszy..."
Może dzięki mnie znów stał by się taki ?
Przecież wiem, że gdzieś tam ma uczucia.
Patrzyłam na niego kiedy się obudził, jego pierwsze słowa w stosunku do mnie to "zamknij się", cały czas słuchałam złośliwości.
Zawsze taki był, dla wszystkich, nigdy nie dla mnie. Teraz kochanie zmieniło się w zamknij się. Nie ma dla mnie szacunku i to jest dla mnie najgorsze.
Jakby nie to, że miłość się skończyła ale to co po sobie zostawiła.
Jakby rok bycia ze sobą nie znaczył nic.
To niby żarty, to jego charakter dlatego zamiast się rozklejać odwdzięczam się tym samym. Jednak chciałabym z nim normalnie rozmawiać, pośmiać. Był inny...
Nagle zaczęłam się zastanawiać czy chciałabym z nim jeszcze być.
Jedna część mnie na pewno.
Druga zaś twierdziła, że to już nie miałoby sensu.
Czy potrafiłabym zaufać? Chyba nie...
A to przecież najważniejsze. Kiedy opowiadał o kobietach, które ostatnio przeleciał, o tym jak mój biust mu się nie podoba...
Stać mnie na kogoś lepszego. Na prawdziwego Chucka.
Czy można spojrzeć na człowieka i zobaczyć w nim kogoś zupełnie obcego?***
Czy można zamienić całe to halo z miłości w namiastkę wspomnień i w końcu zrozumieć, że wspomnienia zostaną na zawsze. A rok bez niego byłby cholernie nudnym rokiem.
Trzeba uszanować to co się przeżyło, zapamiętać i poprawić błędy następnym razem. Taki bagaż na pewno się przyda.
W końcu zaczynam mądrze brzmieć!
-
mistrzyni:
-
la gaviota:
Pokaż wszystkie (2) ›